Adopcja w UK (5): Stage 1 & Stage 2

Dodaj komentarz

Comment as a guest.

  1. Adopcji nie mam w palnach, ale lubię czytać te posty. Trochę przybliżają mi zupełnie obcy dla mnie temat. Nie wiem jak to się odbywa w Polsce, ale słyszałam o bardzo wygórowanych wymaganiach względem rodzićow adopcyjnych, chyba jednak nie odstajemy w tym od UK, ponieważ po Twoich postach widzę,że to trudna droga. Generalnie mam nadzieję, że wszystkie te procedury (czy u Was czy u nas) mają na względzie dobro dziecka.

  2. Z Twojego opisu wnioskuję, że w UK procedury są jednak zdecydowanie bardziej skomplikowane i wymagające, niż w Polsce. Nam załatwienie całej adopcyjnej papierologii (wszystkich zaświadczeń, opinii lekarskich, życiorysów itd.) zajęło jakieś 2-3 dni, wizyty w domu były tylko dwie (jedna jeszcze przed otrzymaniem kwalifikacji, a druga już w momencie, kiedy był u nas Bąbel), warsztaty wspominamy naprawdę miło i z rozrzewnieniem i na szczęście nikomu nie przyszło do głowy egzaminować dodatkowo członków naszych rodzin 🙂 Tak naprawdę najgorsze ze wszystkiego okazało się późniejsze oczekiwanie na TEN telefon 🙂

  3. Dziękuję Ci za ten głos, bo nie masz do czynienia z adopcją, a jednak czytasz, a to znaczy, że może nie przynudzam aż tak bardzo! Wiesz, w momentach frustracji ja też tłumaczyłam sobie to tak, że przecież chodzi o dobro dziecka. Skąd opieka społeczna ma niby wiedzieć, że my tacy fajni jesteśmy?:-)

  4. Nie mam zupełnie porównania z Polską (co za paradoks), więc wierzę Ci na słowo. Dwie wizyty, wow! U nas to była cała parada wizyt!;-) Proces faktycznie jest żmudny, choć 6 miesięcy to, moim zdaniem, naprawdę nie jest długo. Sęk w tym, że to wszystko było bardzo skondensowane – w sumie 4 dni szkoleń, 10 wizyt z opieki (po panelu, czyli polskiej kwalifikacji, były kolejne, ale już w innych kwestiach) plus masa papierów. Do przeżycia, ale to wieczne zwalnianie się z pracy doprowadzało nas do szału. Na szczęście oboje mamy naprawdę fajnych pracodawców. Wciąż jednak powtarzam wszystkim jedną rzecz – wymagania startowe dla kandydatów na adoptersów są rozsądne. Nie ma nawet żadnych widełek finansowych, jeśli chodzi o dochody, masz po prostu mieć pomysł na życie z dzieckiem na pokładzie. I tyle. Nie dyskryminuje się obcokrajowców, osób homoseksualnych, nie trzeba mieć ślubu… To jest super. Gorzej z tym pisaniem… Ale mam już plan, żeby w jednym z postów opisać absurdy brytyjskiego systemu adopcyjnego. Bo system jest tylko systemem i zawsze będą w nim wady, niestety. A czy mogę zapytać, jak długo czekaliście na TEN telefon? I jaki jest w PL średni czas oczekiwania? Tutaj do roku od panelu. I to faktycznie zazwyczaj się sprawdza.

  5. Jestem pod wrażeniem. Wiesz, jak przydatne moga być to informacje, dla ludzi w podobnej sytuacji do Twojej, jeśli są na początku drogi?
    Cieszę się, i a to kocham blogosferę.

  6. Wiesz, im więcej czytam i słucham o ludzkich historiach, tym bardziej jestem przekonana, że nasza to pikuś. (Ha ha, oczywiście w trakcie dołów i załamań wcale tak nie myślałam, ale dobrze, że człowiek czasem łapie jakąś perspektywę i dystans do tego, co się w jego życiu dzieje.) :-*

  7. Na Bąbla czekaliśmy 9 miesięcy (czyli dokładnie tyle, ile trwa ciąża 😉 ) – natomiast "po drodze" (w czwartym miesiącu oczekiwania) dostaliśmy też inną propozycję nieco starzej dziewczynki, którą niestety musieliśmy z bólem serca odrzucić :/ W naszym OA zazwyczaj oczekiwanie od momentu kwalifikacji trwa właśnie około roku – natomiast w innych polskich ośrodkach bywa podobno bardzo różnie (znam wirtualnie i takie pary, które na telefon czekają nawet 2-3 lata…)

  8. My dwa razy powiedzieliśmy nie i też nie było nam z tym fajnie. To najgorsza część tego wszystkiego… 2-3 lata to jakaś masakra. Takie życie w zawieszeniu, a 9 miesięcy to faktycznie typowo ciążowo:-) My czekaliśmy 6 miesięcy, bardzo krótko, choć wtedy, jak nic nie wiedzieliśmy, wydawało nam się, że to nigdy nie nastąpi:-)

Read Next

O nich

O tym, że boli

Sliding Sidebar

Facebook

Napisz do mnie

litermatka81@gmail.com

Fruzia & Rudolf

Opowieści pokryte kurzem

Ostatnie posty

Warto (prze)czytać

  • „The Unmumsy Mum Diary” Sarah Turner
  • „Piaskowa Góra” Joanna Bator
  • „Lukier” Malwina Pająk
  • „The Unmumsy Mum” Sarah Turner
  • „Third Culture Kids. Growing Up Among Worlds” David C. Pollock, Ruth E. Van Reken
  • „A ja żem jej powiedziała…” Katarzyna Nosowska
  • „Kora. A planety szaleją” Kamil Sipowicz
  • „First Steps in Parenting the Child Who Hurts. Tiddlers and Toddlers” Caroline Archer
  • „The Good Immigrant” edited by Nikesh Shukla
  • „Growing Up with Two Languages: A Practical Guide” Una Cunningham-Andersson, Staffan Anderson
  • „Życie Lali przez nią samą opowiedziane” Helena Karpińska, red. Jacek Dehnel
  • „Ślepnąc od świateł” Jakub Żulczyk
  • „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Stephen King
  • „The Woman Who Went to Bed For a Year” Sue Townsend
  • „Love in a Headscarf” Shelina Zhra Janmohamed
  • „Jeszcze jeden oddech” Paul Kalanithi
  • „Małe życie”Hanya Yanagihara
  • „Mali bogowie” Paweł Reszka
  • „Portrait in Sepia” Isabel Allende
  • „Dzieci Norwegii” Maciej Czarnecki „Idiopathy” Sam Byers
  • „The Last Time I Saw You” Elizabeth Berg
  • „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” Nick Vujicic
  • „Mężczyźni bez kobiet” Haruki Murakami
  • „Dziennik Mai” Isabel Allende
  • „O śmierci i odrodzeniu” Lama Ole Nydahl
  • „Life After Life” Kate Atkinson
  • „How to Talk So Kids Will Listen and Listen So Kids Will Talk” Adele Faber, Elaine Mazlish
  • „Życie na pełnej petardzie” Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka

Subscribe to our mailing list

* indicates required