Adopcja w UK (7): Trudny temat, czyli dzieci, które czekają

Dodaj komentarz

Comment as a guest.

  1. Mam koleżankę z liceum, która razem z mężem zaadoptowała 4 dzieci, najpierw 2 braci, potem kolejnego chłopca i po kilku latach kolejnego, który jest chory-ma wodogłowie. Krótko po jego adopcji wyprowadzili się oni do innego, większego miasta i nie mam z nią już kontaktu, ale strasznie ich podziwiam za to co zrobili i że stworzyli tym dzieciakom fajną, normalną rodzine. Wielki szacun dla takich ludzi jak oni!!

  2. Junior ma też w grupie chlopca-Olka, który jest adoptowany ☺ Jego rodzice adoptowali dwóch braci, gdy mieli 2 lata, a drugi roczek, bo nie mogli mieć biologicznych dzieci.

  3. U nas nie było wprawdzie żadnego formularza do wypełnienia – "tylko" spotkanie z psychologiem i rozmowa odnośnie naszych "wymogów" – ale dla mnie (i dla innych par – jak się potem okazało – też) to był najtrudniejszy moment w całej procedurze, po którym prawie każdy wychodził z gabinetu psychologa zupełnie rozbity (osobiście przepłakałam w ośrodkowym kiblu pół godziny).

  4. Straszna szkoda,że nie ma u nas takich formularzy.Powinny być.Panie sobie coś piszą na spotkaniach a my nie wiemy co. Wyraziliśmy gotowość na adopcję dziecka z czymkolwiek,co nadaje się do wyprowadzenia.Po pół roku oczekiwania nawiązałam do tematu, a pani z ośrodka była wielce zdziwiona – myślała że my chcemy tylko zdrowe dziecko.
    Żadne z dzieci nie jest zdrowe przecież, tak btw. Każde ma na koncie coś, nawet jeśli to "tylko" odseparowanie od matki, nawet zaraz po porodzie.
    Smutne są statystyki – tylko 1 % dzieci poniżej roku;/ Domyślam się, że Fruzinka była młodsza?Ile na Nią czekaliście?Przepraszam,że pytam ,sama swoje małe statystyki prowadzę, w sensie że każdego pytam i dane są dziwne;)
    Nam też wydawało się, podobnie jak Wam,że nie zaakceptujemy kilku rzeczy i równie przestały mieć one znaczenie po telefonie o wiadomości,że jest Adaś.
    Dodatkowo przecież, niby zdrowy był z asymetrią, a kilka miesięcy w szpitalu rok temu spędziliśmy. No nigdy nie wiesz. Wierzę ,że tak miało być, bo to nasz Syn, Wasza Córeczka.
    Byliśmy bardzo zgodni, że nie podołamy historii rodzinnych z chorobami psychicznymi. To powiedzieliśmy jasno i dostaliśmy propozycję dziecka po matce schizofreniczce. Zgodnie odmówiliśmy, ale jaki ślad zostawiło to w nas – nikt nie wie oprócz nas właśnie. Do dziś myślę o tym dziecku, a minął ponad rok.
    Dodatkowo , jesli chodzi o brak gotowości do przyjęcia dziecka z danymi obciążeniami – grupa w ośrodku patrzyła na nas dziwnie, gdy mówiliśmy o naszych "wymaganiach" ,ale my nie startujemy w konkursie na Matkę Teresę.Nie bijemy się, kto podoła, kto zniesie więcej. To my z tym wyborem musimy żyć.

  5. No ja mam ogromną nadzieję, że u nas też będzie więcej biegających po domu dzieciaczków:-) Myślę, że temat adopcji powoli przestaje być tematem tabu, bo w zasadzie większość z nas zna kogoś – osobiście lub ze słyszenia – kogoś, kto adoptował. To tylko świadczy o tym, że ludzie mówią o adopcji coraz bardziej otwarcie. Bardzo, bardzo mnie to cieszy, bo oznacza to lepsze życie dla naszych dzieci!

  6. Rany, domyślam się, jak się człowiek czuje na takim spotkaniu… Sama myśl, że rozmawiasz z psychologiem, który niejako ma w ręku narzędzia do 'prześwietlenia' cię (albo przynajmniej tak nam / im się wydaje, bo co do niektórych psychologów to mam pewne wątpliwości), już czyni tę rozmowę trudną. U nas byli tylko pracownicy opieki, z którymi w kółko wałkowało się te same tematy, ale dzięki temu, kiedy człowiek zasiadał już do takiego formularza, to 1. miał już w głowie nieco poukładane, 2. nie czuł się aż tak źle (bo i tak nie da się uniknąć rozterek i bolącego serca), bo wiele razy powtarzano nam, że to decyzja na całe życie i tu nie ma miejsca na mówienie czegoś, czego człowiek nie czuje. Inna sprawa, że ten dokument nie sprawiał, że trafiały do nas jedynie profile dzieci zgodne z tym, co zaznaczyliśmy w rubrykach. Ale to już temat na inny post, bo to, co się dzieje po panelu, wygląda całkowicie (CAŁKOWICIE!) inaczej niż w Polsce.

  7. Tak, Fruzia miała kilka miesięcy, kiedy do nas trafiła, a czekaliśmy na nią tylko pół roku od panelu (kwalifikacji). Ale wtedy wydawało nam się, że czekamy wieki:-) Statystyki faktycznie nie wyglądają różowo, szczególnie dla dzieci wymagających specjalnej troski, ale pocieszające jest to, że sporo dzieci przebywa w rodzinach zastępczych, a nie instytucjach, a poza tym jest coraz więcej ludzi chętnych, aby adoptować.
    Najgorsze jest odmawianie. Człowiek czuje się wtedy tak, jakby… no nie wiem… był niegodny tego, aby zostać rodzicem. A przecież jest tak, jak piszesz – to nie konkurs na to, kto jest bardziej miłosierny.
    Dziękuję za komentarz. Dobrze jest wymienić doświadczenia nawet "po". Człowiek dochodzi do wniosku, że nieważne, jakie procedury i gdzie – wszyscy przechodzimy przez to samo.

  8. Wiesz, każda forma zastępcza i -nie tylko w sumie – ma swoje ciemne strony.znam dzieci z DD, znam z RZ – niektóre bez problemów, niektóre po RZ nadających się tylko do pierdla.Kolejna względna sprawa.
    Zapraszam do naszego bloga, od roku jest już "po".

  9. Oglądałam jakiś czas temu program o matce, która samotnie wychowywała dwóch adoptowanych chłopców – obaj z autyzmem, generalnie bardzo głębokim autyzmem. Podziwiam ją, tak zresztą jak i Was wszystkich którzy tą drogę przeszli, ja chyba już na starcie bym wymiękła. A może to kwestia tych bohaterów drugoplanowych – rodziny, która wspiera lub nie chce wesprzeć adoptersów, taka która akceptuje w pełni wybór czy taka, od której słyszy się "ja takiego dziecka nie pokocham, bo to nie wasze". Może w tym tkwi siła rodziców adopcyjnych? Jak już Ci kiedyś pisałam doświadczenia w tej kwestii nie mam.

  10. Kochana, jestem przekonana, że byś nie wymiękła:-) Jak człowiek czegoś naprawdę pragnie, to (nie, nie napiszę, że wszystko może, bo to nieprawda) znajduje w sobie niesamowite pokłady determinacji i cierpliwości. Po prostu zamyka oczy i fruuuuuuu… rzuca się w dół, niech się dzieje! (Polecam jednak mieć ze sobą spadochron;-)) Tak, wsparcie rodziny i przyjaciół naprawdę dużo, dużo daje.

  11. Tylko dla porządku:
    zacytowane dane dotyczące liczby dzieci "znajdujacych się pod opieką władz" ("children in public care" albo "children looked after") dotyczą stanu na dzień 31 marca 2015 (69 540 dzieci), a nie okresu 2014-2015 jak podano. Odpowiednio, stan na dzien 31 marca 2014, to 68 840 dzieci.
    Ponadto liczby te dotyczą jedynie Anglii, a nie całego UK.
    Szkoda, że takie statystyki trudno znaleźć dla Polski.

Read Next

O frustracjach

Sliding Sidebar

Facebook

Napisz do mnie

litermatka81@gmail.com

Fruzia & Pyśka (+ Big Baby)

dav

Rudolf

dav

Opowieści pokryte kurzem

Warto (prze)czytać

  • „The Unmumsy Mum Diary” Sarah Turner
  • „Piaskowa Góra” Joanna Bator
  • „Lukier” Malwina Pająk
  • „The Unmumsy Mum” Sarah Turner
  • „Third Culture Kids. Growing Up Among Worlds” David C. Pollock, Ruth E. Van Reken
  • „A ja żem jej powiedziała…” Katarzyna Nosowska
  • „Kora. A planety szaleją” Kamil Sipowicz
  • „First Steps in Parenting the Child Who Hurts. Tiddlers and Toddlers” Caroline Archer
  • „The Good Immigrant” edited by Nikesh Shukla
  • „Growing Up with Two Languages: A Practical Guide” Una Cunningham-Andersson, Staffan Anderson
  • „Życie Lali przez nią samą opowiedziane” Helena Karpińska, red. Jacek Dehnel
  • „Ślepnąc od świateł” Jakub Żulczyk
  • „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Stephen King
  • „The Woman Who Went to Bed For a Year” Sue Townsend
  • „Love in a Headscarf” Shelina Zhra Janmohamed
  • „Jeszcze jeden oddech” Paul Kalanithi
  • „Małe życie”Hanya Yanagihara
  • „Mali bogowie” Paweł Reszka
  • „Portrait in Sepia” Isabel Allende
  • „Dzieci Norwegii” Maciej Czarnecki „Idiopathy” Sam Byers
  • „The Last Time I Saw You” Elizabeth Berg
  • „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” Nick Vujicic
  • „Mężczyźni bez kobiet” Haruki Murakami
  • „Dziennik Mai” Isabel Allende
  • „O śmierci i odrodzeniu” Lama Ole Nydahl
  • „Life After Life” Kate Atkinson
  • „How to Talk So Kids Will Listen and Listen So Kids Will Talk” Adele Faber, Elaine Mazlish
  • „Życie na pełnej petardzie” Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka

Subscribe to our mailing list

* indicates required