O predyspozycjach

Dodaj komentarz

Comment as a guest.

  1. Przeczytałam i wiesz, nie jestem pewna czy miałabym tyle siły żeby pracować w takim miejscu. Siły, cierpliwości i spokoju, bo pewnie tego tacy ludzie potrzebują. Pięknie napisałaś o tej kobiecie ze zdjęcia – kontrast jest porażający, każdy człowiek ma jakąs historię, a my swoją cały czas możemy pisać. Czy w tym ośrodku rodziny odwiedzają swoich bliskich? Spędzają z nimi czas, czy tylko personel się nimi zajmuje?

  2. To dobrze, gdy ludzie zdają sobie sprawę z tego, że mogliby się nie sprawdzić w tak specyficznej pracy. Miejsce, w którym codziennie balansuje się pomiędzy życiem a śmiercią, nie jest dobrym polem do sprawdzania własnych możliwości. Tam muszą być ludzie świadomi, którzy mimo własnych odczuć, emocji i refleksji, będą umieli zachować profesjonalizm i być podporą dla swoich podopiecznych… Swoją drogą, zawsze mnie to zastanawia, czy po pewnym czasie śmierć może spowszednieć…? Czy można zakonserwować się przed czyimś cierpieniem, bólem, żalem i smutkiem…? Zdaję sobie sprawę, że dystans jest tu niezbędny, ale czy można się tak zupełnie wyłączyć i po prostu robić swoje…?

  3. Oczywiście, zgadzam się z Tobą, każdy ma jakieś predyspozycje zawodowe i niech każdy robi w życiu to, w czym jest dobry i w czym się sprawdzi; odnoszę się raczej do tego, w jaki sposób wiele osób myśli o tej pracy – że to tylko pieluchy. Nawet bliska mi osoba tak stwierdziła. Kiedy pracowałam w przedszkolu w sali bobasów, też odnosiłam wrażenie, że niektórzy nie widzą w tym nic poza faktem, że codziennie muszę zmieniać tym bobasom pieluchy. Zastanawiam się tylko, czy w momencie oddawania własnego dziecka do żłobka ci sami ludzie w ten sam sposób patrzą na pracę opiekunek? Nie. Myślą przede wszystkim o tym, żeby te opiekunki zapewniły dziecku rozwój i bezpieczeństwo. Nikt nie myśli wtedy o pieluchach. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi:-) O to, że często upraszczamy pracę innych, deprecjonujemy ją, skupiając się nie na tym, co trzeba. I mnie samej zapewne też się to w życiu zdarzało.

    Nie będę się wymądrzać i kategorycznie stwierdzać, że jest tak czy tak, ale na chwilę obecną wątpię, czy śmierć może spowszednieć. Z pewnością można ją oswoić, ale oswojenie nie oznacza obojętności. Mój brat jest ratownikiem i wiele rzeczy przyjmuje jako naturalną kolej życia, ale są sytuacje, które wybijają go z pracowego rytmu na długo. To chyba oznacza, że nie, nie da rady się zakonserwować.

  4. Z tego, co opowiadały mi inne opiekunki, z wizytami bywa różnie. Są rodziny, które regularnie odwiedzają swoich bliskich, zabierają na spacery, interesują się, mają dobry kontakt z personelem, co sprawia, że mieszkaniec takiej Przystani również dobrze się w niej czuje. Ale są też ludzie, którzy uważają, że skoro rodzic cierpi na demencję i kontakt z nim jest utrudniony, to regularny przelew na konto placówki wystarczy… Strasznie to smutne. W takich sytuacjach zwykle myślę, że życie bywa przewrotne i kiedyś może odpłacić człowiekowi tym samym…

  5. Obecnie poszukuję nowej pracy właśnie jako opiekunka dziecięca. 🙂
    Dziennie przeglądam dziesiątki ogłoszeń, jestem po kilku rozmowach telefonicznych, w zeszłym tygodniu byłam na pierwszym spotkaniu, jutro jadę na kolejne, i zdążyłam zaobserwować, że rodzice dzielą się na dwie grupy. Jedna z nich próbuje za wszelką cenę umocnić kandydatkę w przekonaniu, że opieka nad ich dzieckiem to najlepsze co ją w życiu mogło spotkać. 😉 Że to zajęcie łatwe, lekkie i przyjemne – w końcu będzie spędzała czas z wiecznie uśmiechniętym bobasem na beztroskiej zabawie i długich spacerach, dokładnie tak jak to wygląda w słodkopierdzących reklamach pampersów i kaszek. 🙂 Ale żeby nie było tak, że fundują niani przyjemności i jeszcze za to płacą, ma ona za zadanie podczas drzemki dziecka uprać, uprasować, posprzątać i ugotować. 🙂 Ja na tym etapie dziękuję za dalszą rozmowę, bo już wiem jak taka sielanka ścina z nóg. 😉

  6. Jeśli masz to wszystko zrobić w czasie drzemki malucha, to te maluchy muszą naprawdę duuuużo spać! 😉 Ha, mnie najbardziej rozbraja fakt, że ktoś, kto jest rodzicem, może drugiej osobie wciskać takie kity!

    Powodzenia! Praca z dzieciakami jest czasem wykańczająca, ale jednocześnie daje dużo radości i satysfakcji.

  7. Zaczęłam czytać od początku twojego bloga, podążając za jakimś linkiem z innego bloga. Jak mi coś wpadnie w oko, to tak mam, że wracam do początków i czytam. Tematyka ciekawa, też jestem matką, moje dzieci są już dorosłe, ale doskonale pamiętam do dzisiaj wszystkie te uczucia i emocje i to, że też chciałam zapach moich dzieci zamknąć w słoiczku :).
    Aż doszłam do momentu gdzie przeczytałam, że podjęłaś pracę w domu opieki. Ja od kwietnia tego roku pracuję w podobnym domu w Anglii jako carer :). Nigdy wcześniej nie pracowałam w ten sposób, wprawdzie w ogólnie pojętej pomocy społecznej w Polsce przepracowałam ponad 20 lat, w tym w domu opieki 7, ale w zupełnie innym charakterze, miałam tam wprawdzie codzienny kontakt z mieszkańcami, ale nie sprawowałam bezpośrednio opieki. Miałam jednak pojęcie na czym ta praca polega i wiedziałam, że to jest praca dla mnie! Tak jak powiedziałaś, zmienianie pieluch to tylko bardzo niewielki i w sumie nie najważniejszy element tej pracy. Teraz po kilku miesiącach, widzę, że miałam rację. Czuję się tu spełniona, lubię swoją pracę, lubię być kim jestem, niemal z dumą paraduję z pracy i do pracy w służbowym fartuszku. Lubię pracować z ludźmi, pomagać ludziom, a szczególnie z ludźmi starszymi. Chyba nie umiałabym pracować z dziećmi. Każdy ma swoją drogę. Dzięki temu, że są osoby takie jak my, możemy spać spokojnie. Ktoś się kiedyś nami, jakby coś zaopiekuje. (a do przedszkola to raczej już nikt z nas nie trafi :))

    Toterama

  8. Oooo, więc jest tu jakaś carerka! Jak fajnie, że tu trafiłaś:-) I bardzo się cieszę, że czujesz się spełniona w swojej pracy, jest dokładnie tak jak piszesz – każdy ma swoją drogę. To ogromny sukces wiedzieć, że podążasz swoją ścieżką, nie każdy potrafi ją odnaleźć, a nawet jeśli ją znajdzie, nie zawsze potrafi ją docenić. Przybijam Ci wirtualną piątkę i ściskam koleżankę po fachu! 🙂

  9. ściskam wzajemnie! Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, jak natrafiłam na ciebie. Już cię polubiłam na FB, więc odezwę się na priv 🙂

    Toterama

Read Next

Sliding Sidebar

Facebook

Napisz do mnie

litermatka81@gmail.com

Fruzia & Rudolf

Opowieści pokryte kurzem

Ostatnie posty

Warto (prze)czytać

  • „The Unmumsy Mum Diary” Sarah Turner
  • „Piaskowa Góra” Joanna Bator
  • „Lukier” Malwina Pająk
  • „The Unmumsy Mum” Sarah Turner
  • „Third Culture Kids. Growing Up Among Worlds” David C. Pollock, Ruth E. Van Reken
  • „A ja żem jej powiedziała…” Katarzyna Nosowska
  • „Kora. A planety szaleją” Kamil Sipowicz
  • „First Steps in Parenting the Child Who Hurts. Tiddlers and Toddlers” Caroline Archer
  • „The Good Immigrant” edited by Nikesh Shukla
  • „Growing Up with Two Languages: A Practical Guide” Una Cunningham-Andersson, Staffan Anderson
  • „Życie Lali przez nią samą opowiedziane” Helena Karpińska, red. Jacek Dehnel
  • „Ślepnąc od świateł” Jakub Żulczyk
  • „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Stephen King
  • „The Woman Who Went to Bed For a Year” Sue Townsend
  • „Love in a Headscarf” Shelina Zhra Janmohamed
  • „Jeszcze jeden oddech” Paul Kalanithi
  • „Małe życie”Hanya Yanagihara
  • „Mali bogowie” Paweł Reszka
  • „Portrait in Sepia” Isabel Allende
  • „Dzieci Norwegii” Maciej Czarnecki „Idiopathy” Sam Byers
  • „The Last Time I Saw You” Elizabeth Berg
  • „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” Nick Vujicic
  • „Mężczyźni bez kobiet” Haruki Murakami
  • „Dziennik Mai” Isabel Allende
  • „O śmierci i odrodzeniu” Lama Ole Nydahl
  • „Life After Life” Kate Atkinson
  • „How to Talk So Kids Will Listen and Listen So Kids Will Talk” Adele Faber, Elaine Mazlish
  • „Życie na pełnej petardzie” Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka

Subscribe to our mailing list

* indicates required