O babskim dniu

Dodaj komentarz

Comment as a guest.

  1. Czuje pewne pokrewienstwo Tasmana z Biskwitem. To – ostrzegam 😀- bedzie szlo w kierunku doskonalenia broni psychologicznej. Tasman lada moment zorientuje sie, ze tarzanie sie konsumuje zbyt wiele energii i zmieni strategie. Z rzeznika zmieni sie w neurochirurga emocji 😂

  2. Ja tak na sile wyrywalam Juniora z morskich fal Baltyku. Nie wazne, ze byl siny z zimna bo to w koncu Baltyk i drzal jak lisc oskiki to wierzgal na wszystkie strony swiata i wyrywal sie z powrotem do wody.
    Zanim toto ujazmilam to sie okazywalo, ze i tak jestesmy spoznieni na pierwsza ture obiadu, wiec Junior usmarkany z placzu wracal do wody a ja mialam godzine na nabranie sil na kolejna walke zeby chociaz zdazyc na druga ture:))))

    Ale wiesz moze oni w tym parku pryskali jakims gownem, u nas tak czasem robia ale wtedy wtykaja cale mnostwo malych choragiewek ostrzegawczych zeby tam nie wlazic. Cholera wie co to bylo, ale i tak jest juz po fakcie.

  3. No dobra, w końcu odezwę się ja – przyczajony tygrys ukryty smok:)

    Wieki temu wpadłam na Twój blog. Pochłonęłam i przepadłam na wskroś. Rajusiu jak Ty umiesz pisać! Blog niemalże bez zdjęć, bez zbędnych ozdobników, ale za to JAKI blog. Kupiłaś mnie totalnie magią słów. Totalnie wsiąknęłam w Wasze dawkowane nam blogowo życie. Z zapartym tchem czytałam o rodzącej się piekarni Inżyniera Pifko, o Fruziaku szalonym, o Rudolfie o Twoich zmaganiach z prawkiem. Sama mieszkam z rodzinką w UK (ja bez prawka:( i jakoś jeszcze bardziej to sobie wszystko namacalnie wyobrażałam. Jak ja znam te rodzinne rozmowy przez Skype (teraz Whatsapp;) te rozjazdy, wyjazdy. To życie ciut w rozkroku między PL a UK…

    Później okazało się, że Twój blog jest niedostępny dla niewtajemniczonych…

    Nie powiem. Wkurzyłam się sama na siebie, że się nie odezwałam…

    I dwa dni temu, na jakimś blogu znajduję Cię wśród komentujących. Klikam bez zbędnej nadziei i jest!!! Ciąg dalszy Waszych rodzinnych perypetii!!! I czytam z wypiekami na twarzy, że nadszedł moment na to, by Wasz rodzinny obrazek stał się rzeczywistością:))) Myśl o Drugim przeszła w czyn. Super!!!

    I niestety czytam też, że znów planujesz zamknąć to miejsce dla niewtajemniczonych…

    Czy jest cień szansy, że ja szary żuczek toczący kulę (nie powiem czego;)) może też ustawić się w kolejce po kluczyk?

    Ps. Może nie powinnam tak bezpośrednio, ale tonący brzytwy się chwyta;))

    Mama Gosia z Mamelkowa:)

    Uff, ale się rozpisałam;))

  4. Nieee!! Ja już wolę jedno konkretne cięcie, trochę poboli, a potem kraina wiecznej znieczulicy, niż powolne dręczenie pacjenta, kiedy do końca nie wiadomo, co z niego zostanie… Z pacjenta, bo zakładam, że neurochirurg po każdej akcji walnie sobie kubek mleka (zimnego koniecznie), a potem siebie samego na wyro i będzie mu wszystko jedno 🙂

    Żeś mi, Koczko jedna, sobotni wieczór z gęsią skórką zgotowała!

  5. No ale udało Wam się choć raz zdążyć na tę tę drugą turę? 🙂

    Okazało się, że w okolicy tego parku pojawiło się auto z jakąś trującą substancją, która miało związek z poważnym zatruciem pewnej rodziny, oni obecnie chyba wciąż są w szpitalu w poważnym stanie. Kiedy my udawałyśmy się do parku, było już po wszystkim i park był oddany do ponownego użytku. Nie było żadnego zagrożenia, dlatego też nie zauważyłam żadnych oznaczeń, bo masz rację – przecież byłyby. Ale uspokoiłam się dopiero w domu, jak sobie poczytałam, co sieci, że nawet wielu miejscowych o niczym nie wiedziało:-) Chyba przeżyjemy 😉

  6. Gosiu, Gosiu, ale mi piękny komentarz upiekłaś na wczorajszą kolację! Dziękuję! 😘

    Ja się tylko zastanawiam, kiedy Ty zaczęłaś nas czytać, bo ja tego bloga nigdy nie zamykałam. Czy to znaczy, że czytałaś jeszcze prehistoryczną i przeddzieciową sagę? Bo jeśli tak, to nie mam słów ❤️

    To jest trochę tak, że mnie się wydaje, że czytają tylko Ci, którzy się odzywają, choćby raz na rok. Tym bardziej to jest fajne, kiedy otwieram komentarze, a tam wyznanie przyczajonego tygrysa. Gosiu, ja jeszcze nie zdecydowałam nic ostatecznego co do tego bloga, mogę tylko obiecać, że jeśli nas nie zgubisz do tego czasu, to i kluczyć dla Ciebie się znajdzie. Nie zniknę z dnia na dzień, uprzedzę Wam na tyle szybko, żebyście zdążyli spakować parę gratów pod nowe ;-)😘

  7. Szczera prawda, to piszę:))) Bije tu takie ciepło i autentyczność i taki humor, który lubię:)

    ?!? Nie zamykałaś?!?! To czemu mi się wyświetlało, że blog tylko na zaproszenie i nie mogłam czytać:( Może blogger sobie ze mnie żarty robił! To teraz ja w szoku jestem;)))

    Zaraz Was dodam do obserwowanych i już:)

    Dziękuję 😘

    Pozdrawiam cieplutko z upalnego W.

  8. Poważnie, ani na chwilę ten blog nie był zamknięty. To znaczy przeze mnie, bo nie wiem, co tam blogger nawymyślał sam 🙂

    To jest zresztą coś, co mnie trochę martwi od jakiegoś czasu – że pewnego dnia blog nagle zniknie i ja sama nie będę wiedziała jak i dlaczego. Poddałaś mi myśl, żeby wreszcie przeprowadzić się pod swój własny adres 🙂

  9. Skąd ja to znam!! wierzgający mały człowiek….Powinnysmy miec od panstwa tydzien SPA raz w miesiacu by przewietrzyc glowe :-). Moja Gwiazda jest wiecznie brudna a szczególnie gdy grasuje u babci 🙂 buziaki:* i życzę ton cierpliwości ..:*

  10. Na druga ture zwykle sie udawalo, na szczescie osrodek byl doslownie 10 minut spacerem od plazy:)

    A z tym parkiem to faktycznie mialas szczescie, ze trafilyscie po alarmie. Tez bym trzesla gaciami bo przeciez dziecko wytarzane w trawie:)))

  11. Usiłując sobie przypomnieć czy dziecię moje kiedyś było wierzgające pamięć podsunęła mi historię sprzed 20 lat. Otóż syn mój jedyny wówczas był uprzejmy nieziemsko drzeć swą paszczę – wówczas bodajże 3-miesięczną. Na nic zdały się: przytulanie, noszenie, podawanie cycka, wody, smoczka nie-wiadom-czego-jeszcze. W akcie desperacji przypomniało mi się, że gdzieś czytałam, że dziecko potrzebuje kontaktu ciało do ciała. Rozebrałam więc swe drące-się-nieziemsko dziecie, obnażyłam siebie i tak zalegliśmy. I…. nareszcie nastała błoga cisza. Uffff co to była za ulga!

  12. Ach, cudowna rodzicielska rzeczywistosc… 😀 Ja tak w piatek zabralam Potworki na festyn w miasteczku. Wydarzenie okazalo sie pieronsko drogie, a wszedzie trzeba bylo placic gotowka (czego nie przewidzialam i mialam w portfelu ograniczone zasoby). Po kilku przejazdzkach na karuzelach i innych pierdolach oraz dawce waty cukrowej, skonczyly mi sie fundusze. I tak wydalam duzo wiecej monet niz przewidywalam, wiec oznajmilam Potworkom, ze mamusia nie ma juz pieniazkow i czas wracac do domu. Corka przyjela to spokojnie, za to syn wykrzywil buzke, wydusil, ze zaraz mnie walnie, po czym… kopnal mnie w lydke. Bolesnie.
    Nagroda za bol glowy od halasu, bol nog od lazenia w kolko po wesolym miasteczku i wydanie dwa razy tyle kasy ile powinno kosztowac to badziewie. 😉

  13. Sam fakt, że "usiłowałaś sobie przypomnieć" świadczy, że albo nie doświadczałaś tego często, albo to prawda, że jak dzieci dorastają, to my często wyrzucamy z pamięci te wierzgające incydenty 😉 Ja czuję, że będę w tej drugiej grupie, zupełnie jak Mamuśka, która z kolei nic sobie nie potrafi przypomnieć z rodzicielskiego hardcore'u, a przecież JA PAMIĘTAM, jak jej na nerwy czasem działaliśmy! :):)

    Cudowna metoda, jak nadejdzie Era Drugiego, będę o niej pamiętać! (Bo teraz to już Fruźka prędzej by mnie kopnęła w gołego cycka niż się uspokoiła ;-))

  14. Agata, sorry, ale rozbawiłaś mnie strasznie tym komentarzem i chwilowo nie potrafię Ci szczerze współczuć (matka matce wilkiem!). Ale przysięgam, że jutro będę pełna empatii! 🙂 :-*

Read Next

Sliding Sidebar

Facebook

Napisz do mnie

litermatka81@gmail.com

Fruzia & Rudolf

Opowieści pokryte kurzem

Ostatnie posty

Warto (prze)czytać

  • „The Unmumsy Mum Diary” Sarah Turner
  • „Piaskowa Góra” Joanna Bator
  • „Lukier” Malwina Pająk
  • „The Unmumsy Mum” Sarah Turner
  • „Third Culture Kids. Growing Up Among Worlds” David C. Pollock, Ruth E. Van Reken
  • „A ja żem jej powiedziała…” Katarzyna Nosowska
  • „Kora. A planety szaleją” Kamil Sipowicz
  • „First Steps in Parenting the Child Who Hurts. Tiddlers and Toddlers” Caroline Archer
  • „The Good Immigrant” edited by Nikesh Shukla
  • „Growing Up with Two Languages: A Practical Guide” Una Cunningham-Andersson, Staffan Anderson
  • „Życie Lali przez nią samą opowiedziane” Helena Karpińska, red. Jacek Dehnel
  • „Ślepnąc od świateł” Jakub Żulczyk
  • „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Stephen King
  • „The Woman Who Went to Bed For a Year” Sue Townsend
  • „Love in a Headscarf” Shelina Zhra Janmohamed
  • „Jeszcze jeden oddech” Paul Kalanithi
  • „Małe życie”Hanya Yanagihara
  • „Mali bogowie” Paweł Reszka
  • „Portrait in Sepia” Isabel Allende
  • „Dzieci Norwegii” Maciej Czarnecki „Idiopathy” Sam Byers
  • „The Last Time I Saw You” Elizabeth Berg
  • „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” Nick Vujicic
  • „Mężczyźni bez kobiet” Haruki Murakami
  • „Dziennik Mai” Isabel Allende
  • „O śmierci i odrodzeniu” Lama Ole Nydahl
  • „Life After Life” Kate Atkinson
  • „How to Talk So Kids Will Listen and Listen So Kids Will Talk” Adele Faber, Elaine Mazlish
  • „Życie na pełnej petardzie” Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka

Subscribe to our mailing list

* indicates required